Oto króciutki prolog który ma trochę ponad stronę. Nie wiem jeszcze kiedy pojawi się pierwszy rozdział, ale właśnie zaczynam go pisać. :) Początkowe rozdziały będą zapewne nudne jak to zawsze bywa, no ale to chyba normalne.
~*~*~*~*~*~*~*~*~~**~*~*~*~*~PROLOG~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*
Wojna. Zimna i bezlitosna wojna zbierała
swoje żniwa. Ludzie obawiali się o swoich bliskich i ze strachem wysłuchiwali
nazwiska osób zaginionych i poległych w radiu. To wszystko dosięgnęło również
mugolski świat. Śmierciożercy zabijają i niszczą miast a niczego nieświadomych
i bezbronnych ludzi. Chociaż starają się bronić… Do Zakonu Feniksa przybyło
mnóstwo nowych osób poświęcających się co dnia, ze świadomością, że w jednej
chwili mogą opuścić ten świat na zawsze. W sercach mają smutek i żal, ale też tli
się tam iskierka nadzieji. Dręczą ich nocne koszmary, w których widzą po raz
kolejny jak przyjaciel umiera, albo zielony promień lecący w ich stronę, aby
przynieść śmierć. Płacz i bezradne krzyki są codziennie widziane, ale mimo tak
strasznej ofiary i ryzyka Zakon wciąż przyjmuje nowych członków. Zazwyczaj są
to gryfoni i krukoni, ale też jest sporo puchonów. Niestety, wszyscy nie
pomieścili by się w domu przy Grimmauld Place, więć podzielono ich na trzy
grupy. Jedna, najmniejsza z nich znajduje się w nowo odbudowanej norze, która
teraz przypomina bardziej bunkier niż rodzinny dom. Ale na szczęście w środku
jest wciąż ta ciepła, rodzinna atmosfera. Tam właśnie przebywa Hermiona, Ron,
Harry, Luna, Ginny… Reszta znajduje się w domu Blacków oraz w Hogwarcie.
Niegdyś wesoła kujonka, której największym zmartwieniem było to, czy aby na
pewno dobrze napisała wypracowanie z eliksirów i czy nie jest za krótkie, teraz
stała się poważna i zdecydowana swoich działań. To ona zajmowała się
wiekszością spraw, a przede wszytkim planowaniem misji. Teraz miała na głowie
tylko i wyłącznie nieubłaganie nadchodzącą bitwę, w której Harry- nadzieja
czarodziejskiego świata miał zabić Voldemort'a. Obawiała się o Harr’ego i
chociaż wydawałby się jej przygotowany do tej misji, w głębi duszy bał się, że
zawiedzie. Był jej najlepszym przyjacielem i Hermiona była mu oparciem. Do tego
dochodziły jeszcze zmartwienia o rodziców, którzy byli daleko stąd i nawet nie
mieli pojęcia, że mają córkę. Kiedy tylko słyszała o kolejnych morderstwach
mugoli, modliła się aby to nie byli jej rodzice. Nie miała już w tych swoich
brązowych oczach wesołych iskierek radości. Jej twarz była poważna i zmęczona
widokami wojny. Miała już dość patrzenia jak giną jej koledzy, z którymi
jeszcze zaledwie dwa lata temu rozmawiała i śmiała się na szkolnych
korytarzach. Nie chciała już widzieć martwych oczu swoich przyjaciół. Jedyne
czego pragnęła to koniec. Koniec tej wojny, koniec tego wszystkiego. Codziennie
cierpiała widząc wymizerniałą Ginny obłożoną ciężarem poczucia winy. Te jej
cienie pod oczami, nieobecny wzrok.. to wszystko sprawiało, że tysiące igieł wbijało
się w jej obolałe już serce. Biedna, ruda przyjaciółka obwiniała się za śmierć
Precy’ego. Miała go osłaniać.. zielony błysk.. Hermiona mówiła jej, że to nie
jej wina, że ona sama mogła zginąć. To już nie była ta sama pozytywnie
nastawiona, uparta i radosna wiewiórka. Teraz po korytarzach nory chodził tylko
jej wyblakły cień. Lupin zamknął się w sobie po śmierci Tonks i wszytkie jego
czynności są mechaniczne, odruchowe. Jedyną iskierką nadzieji w tej ponurej,
przytłaczającej atmosferze stała się Luna. To ona kiedy wszyscy planowali
misje, zamartwiali się nad porażka piekła babeczki, aby choć trochę osłodzić
innym życie. Chociaż dotknęła jej wielka strata, wciąż była wesoła i dzieliła
się szczęściem i nadzieją z innymi. Pomimo śmierci jej ojca wciąż pomagała
innym, śmiała się i poprawiała humor smutnym osobą. Uśmiech tej lekko szalonej
blondynki działał jak balsam na okaleczoną duszę i obolałe serce. To dzięki niej
Ginny jeszcze nie popadła w kompletną depresje, to dzięki niej w Hermionie
została jeszcze ta iskierka dawnej gryfonki. Wiedziała, że wszystko dobrze się
skończy i wierzyła, że kiedyś będzie tak jak dawniej..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz